oto ja

jaOpowieść o Karmelowej Sowie jest długa i pełna zwrotów akcji.

Zaczęłam o niej myśleć bardzo nieśmiało już jakiś czas temu, ale pomysł rozmył się w wirze bieżących wydarzeń. Zeszłego lata podeszłam do tematu już na poważnie, kiedy dojrzałam do tego, że nie mam miejsca, gdzie mogłabym podzielić się swoimi pomysłami o zdjęciach dziecięcych, rodzinnych, kobiecych…

Sprawa była ciężka, bo za nic na świecie nie mogłam wymyślić nazwy dla tych wszystkich ulotnych rzeczy, które kołatały mi się po głowie. Były one zbyt górnolotne albo infantylne, bo jak nazwać coś co jest emocjonalne i dzieje się w sferze mojej wyobraźni? I nagle, niespodziewanie Karmelowa Sowa urodziła się w samochodzie w drodze do Pragi, kiedy mijaliśmy śliczne złote łąki i zielone lasy.

Powstała po to by stać się marką fotografii ciepłej, pastelowej, lukrowej, pudrowej – jakkolwiek to widzicie. Ma być miejscem, gdzie mogę robić bezkarnie „oj… jaki słodziak” i rozpływać się przed monitorem, na widok pięknego światła i uśmiechniętej twarzy ojca patrzącego na niemowlę.

Tak właśnie widzę i przedstawiam Wam Karmelową Sowę:
Opowieść o rodzinie ujętą przez pryzmat mojego spojrzenia.